Gdy już wszystko wziąłeś
Gdy zostały mi dwa grosze
Gdy oddam je Tobie w pokorze i cichości
Wrzucając do skarbony jak ostatnią łzę
To jest to jałmużna?
Ta która z poczucia miłosierdzia
Nieoczekiwanie buduje miłość
Za którą tęsknię za którą wołam
Wypełnij mnie swoim pokojem
Czy ta gdy oddaję ostatnie słowo
Za którym ściśnięte gardło
I myśl uwięziona w zwojach mózgu
Niczym przerażona mucha w kropli żywicy
Dostałem jałmużnę
Świetlistą boskim światłem
Najjaśniejszą z wszystkich na niebie gwiazdę
Przesiąkniętą innym niebem przesiąkniętą inną miłością
O której co najwyżej marzyć mogłem
Dostałem jałmużnę nieoczekiwanie
Gdy wgłębiony w ciemność duszy nie miałem już wiary
Dostałem jałmużnę
Dostałem jałmużnę
Pełny kosz milczenia
Gdy zrozpaczonego znalazłeś i słuchałeś
Nie sprawdzałem słów gdy je wyrzucałem
Nie wymagałem byś usłyszał
Chciałem byś był i słuchał
Byś dał poczuć zmęczenie gdy zamknę usta
Dostałem jałmużnę
Dostałem jałmużnę
Gdy wiosenne słońce rozświetliło pąki drzew
Źdźbła trawy próbowały pachnieć wiosną
A krople deszczu zmywały ślady łez
Powoli zaczynam rozumieć konieczność umierania
Gdy za rogiem śmierci czeka zmartwychwstanie
Więc pozostaję w modlitwie choć wszystko jest nowe
Dostałem jałmużnę
Dostałem jałmużnę
Dar z jądra miłosierdzia
Najpełniejszą z kosza miłości
Strzałę niosąca potęgę życia
Dostałem jałmużnę


Dodaj komentarz